Historia i działalność klubu „U Wołodzi” w Hajnówce

Tekst pochodzi ze strony www.hajnowka.com.pl

Historia i działalność klubu „U Wołodzi” w Hajnówce

    Hajnówka to miasto leżące na zachodnich krańcach Puszczy Białowieskiej. Nie bez powodu nazywa się też ją „Bramą do Puszczy”: jest znakomitym punktem wypadowym wycieczek po rozległym, najstarszym w Europie kompleksie leśnym. Połączona siecią dróg nawet z najbardziej odległymi zakątkami Puszczy, chce pełnić rolę centrum turystycznego tego obszaru.

    Bieg historii sprawił, że egzystują w tych stronach obok siebie dwa wyznania, dwa języki, dwa światopoglądy. W jednej miejscowości stoi, więc i kościół katolicki i cerkiew prawosławna. Również na cmentarzach i w przydrożnych kapliczkach widać krzyże dwóch wyznań. Oba na równych prawach wpisane są w tutejszą rzeczywistość.

    W 1951 roku Hajnówka otrzymała prawa miejskie, w latach 1954-1975 była siedzibą władz powiatowych. Będąc „Bramą do Puszczy” ma też wiele do zaoferowania tym, którzy udają się do Białowieży i w leśne ostępy. Na zamówienie można odbyć wycieczkę kolejką wąskotorową. Zobaczyć zabytkowe już budowle, w tym domy robotnicze, w parku miejskim rzadkie gatunki drzew i roślin. Nikt nie przejdzie obojętnie obok Soboru Świętej Trójcy, której sylwetkę rozsławiły na całym świecie wydawnictwa związane z Międzynarodowym Festiwalem Muzyki Cerkiewnej.

    Obok miejsc religijnych i historycznych jest jeszcze jedno bardzo popularne i często odwiedzane (również przez polityków i znane osobistości) miejsce. To bar „U Wołodzi”, mieszczący się w niepozornym czy wręcz obskurnym baraku przy hajnowskim targowisku.

Życiorys

    „Włodzia” - tak naprawdę nazywa się Wojciech Gustaw Pius Rynarzewski. Z wykształcenia jest mechanikiem, zaś z zamiłowania fotografem. Urodził się w 1956r. w Warszawie. Lecz „mieszkał” tam tylko trzy dni, gdyż jego ojciec- poznaniak- dostał posadę dyrektora terpentyniarni w Hajnówce. Jego matka pochodziła z południa Polski.

    W wojsku (służył m.in. w Lublinie, na Majdanku) nauczył się fotografować, potem zrobił nawet papiery czeladnicze.

    Był też korespondentem „Gazety Współczesnej”- jednego z białostockich dzienników. Przez piętnaście lat robił zdjęcia turystom w puszczy, ażeby się nie nudzić i trochę dorobić, robił wypady za granicę. Zwiedził wtedy całą Europę i kraje Związku Radzieckiego. Jego korespondencje chętnie brała prasa.

    W latach 80-tych Wojtek prowadził w Hajnówce swój zakład fotograficzny, przywieziony z Białowieży. A już rok później prowadził minimarket. Posiadał 68 gatunków piwa- najwięcej w całym województwie. Minimarket to może brzmi zbyt dumnie, bo znajdowała się tam tylko lada, a z tyłu magazynek. Ale ludzie ciągle przychodzili, więc w 1990r., gdy w Polsce można było już robić coś na własny rachunek i mieć zysk, Wojtek postanowił założyć bar. Taki żeby różnił się od innych.

II – Utworzenie baru

    „Kiedyś oglądałem w telewizji, jak w jakimś mieście usuwano pomnik Lenina”. Choć nie byłem i nie jestem komunistą, pomyślałem: „To jest to. Dlaczego wódz rewolucji miałby odejść w zapomnienie…”- wspomina początki Rynarzewski.

   I tak zrodził się pomysł baru „U Wołodzi”. To właśnie od imienia przywódcy Wielkiej Rewolucji Październikowej Wojciech nazwał swój pub. Początkowo w Hajnówce ludzie różnie reagowali na jego pomysł. Jedni straszyli, że podpalą, bo niby zachciało się Rynarzewskiemu komunizmu. Inni byli oburzeni, że się naśmiewa. Profanacja- krzyczeli. Rosjanie z pobliskiego bazaru kręcili głowami: „Pocziemu tak, nie lzia, nada ubić Lenina”.

    Między bywalcami klubu a władzami miasta też nie było sympatii.

„Uważam, że Hajnówka jest najbrudniejszym miastem w województwie” - mówił Zbigniew Czarnecki, przewodniczący miejscowej Solidarności. „Oprócz takich popisowych numerów jak szpital, nic się nie działo. Ale nawet to nie było zasługą władz samorządowych, gdyż były to inwestycje centralne. Burmistrz przeciął tylko wstęgę.”

    Czarnecki narzeka też na podział miasta na okręgi wyborcze, który zlikwidował okręg śródmiejski, gdzie prawica miała zawsze największe poparcie. „Słaliśmy protesty do wojewody i Wojewódzkiej Komisji Wyborczej, ale nieskutecznie- dodaje- okazało się, że wszystko jest zgodne z prawem.”

    W niedługim czasie prawica mogła stracić swój sztandarowy klub. W lipcu 1998r. Wojciech Rynarzewski otrzymał od magistratu decyzję o podwyższeniu o 100 procent czynszu za wynajem lokalu.

    „Czy to jest Związek Radziecki - pyta Rynarzewski- Wielu ludziom z SLD mój lokal nie podoba się, bo podobno naśmiewam się z symboli Związku radzieckiego. Chcą mnie przeznaczyć do rozbiórki.”

    W miejscowym „Gościńcu” można było znaleźć uzasadnienie decyzji: „Zarząd Miasta Hajnówki przyjął wiele krytycznych opinii pod adresem prowadzonej przez pana placówki (głośne śpiewy, załatwianie potrzeb fizjologicznych wokół baru). W związku z tym nakłada się na pana obowiązek częstszego kontrolowania obiektu oraz zasad przestrzegania porządku publicznego zwłaszcza po godzinie 22. Przedłużenie umowy dzierżawy następuje na jeden rok. Wobec powyższego proszę być przygotowanym do usunięcia nakładów i zwrotu terenu Gminie Miejskiej z dniem 31 lipca 1998r.

    W „Gościńcu” ukazała się odpowiedź Rynarzewskiego: „Krytyczne uwagi pod adresem prowadzonej przeze mnie placówki są nieprawdziwe. Nie obsługuję nietrzeźwych klientów, nikt u mnie nie śpiewa, a dla klientów baru są odpowiednio wyposażone toalety. Nie mają, zatem powodu załatwiać potrzeb fizjologicznych wokół baru. Proszę, więc nie czynić mnie odpowiedzialnym za pozostawiającą wiele do życzenia kulturę osobistą mieszkańców. Zarząd Miasta Hajnówka, jak dotąd, nie był uprzejmy zauważyć, że „Bar u Wołodzi” jest swoistą placówką muzealną i jedną z niewielu atrakcji turystycznych Hajnówki.(…) Odwiedzają mój bar prominenci i artyści, mimo to w przewodniku po Hajnówce wydawanym przez gminę, nie znalazło się nawet jedno zdanie na jego temat, pomimo że opisano inne bary. Mam wszelkie powody, ażeby czuć się szykanowanym- z nieznanych mi przyczyn- przez władze Hajnówki.

    Całą sprawę skomentowała redakcja „Gościńca”: ,,Nie znamy powodu, który zmusza burmistrza do rocznych umów ale wiemy, że jest to jeden ze sposobów kontroli. Uprzedzanie przed upływem kadencji, że manatki trzeba będzie zebrać za rok, to świadczy o wyjątkowej złośliwości. Jest jeszcze inna strona sprawy, całkowicie przez lewicowe władze miejskie ignorowana, mianowicie charakter baru. Ciągle jeszcze można się tam zrelaksować i popatrzeć na swojego ideologa.”

    Oprócz problemów z władzami miasta Wojciech miał też nieprzyjemne sytuacje z ,,gośćmi”. Pewnego wieczoru dwójka młodych mężczyzn pojawiła się w lokalu. Byli pod wpływem alkoholu Weszli z butelką wódki do środka i demonstracyjnie zaczęli ją rozpijać. Zachowywali się nieprzyzwoicie i wulgarnie – odstraszali gości. Właściciel próbował wyprosić ich z baru, lecz bez rezultatu, toteż postanowił wezwać policję. Funkcjonariusze zjawili się po kilku minutach i opanowali sytuację. Następnego dnia incydent się powtórzył – tym razem chuligani wrócili z kolegami. Próbowali zastraszyć właściciela oraz gości. Grozili, że spalą lokal. Znów interweniowała policja. Jednak szef nie dał się zastraszyć i nadal kontynuuje swoją działalność. Niestety nie wszyscy goście przychodzą do baru w celu spotkania się z przyjaciółmi i wypicia piwa.

    Bar ,,U Wołodzi” i jego właściciel zostali opisani w kilkunastu zagranicznych przewodnikach: szwedzkich, angielskich, niemieckich, francuskich. Filmy o lokalu wyświetlane były w stacjach telewizyjnych Japonii i USA.

    Wojtek nie czuje się prorokiem we własnym mieście. Władze samorządowe poprzedniej kadencji chciały odebrać mu lokal. Teraz jest obojętny spokój nie wtrącają się i nie pomagają.

    ,,Jedna pani od turystki powiedziała mi łaskawie, że mogę znaleźć się w przewodniku hajnowskim, tylko muszę przynieść materiały. Sam nie pójdę. Nie lubię chodzić do urzędów. Jak pisali ,,Przewodnik Pascala”, sami przyszli do mnie i przeprowadzili wywiad. Chyba wystarczająco dużo reklamy zrobiłem dla Hajnówki”- stwierdza właściciel baru.

III – Wystrój wnętrza baru

     Wojciech Rynarzewski ściągnął klientów ,,na Lenina”. Bar piwny w Hajnówce przypomina muzeum ruchu komunistycznego. Jego twórca kontynuuje tradycje,, Czerwonej Hajnówki”. Robi to na swój sposób z humorem i bardzo oryginalnie.

    Klub znany jest nawet za granicą z hobby jego właściciela, który od lat zbiera wszelkie pamiątki związane z osobą i działalnością przywódcy rewolucji bolszewickiej.

    Zaczęło się od znaczków pocztowych. Potem na sąsiadującym z barem bazarze Rynarzewski zaczął kupować postkomunistyczne pamiątki. Pierwszy był sztandar i statuetka Lenina z brązu, którą skradziono, ale szybko odnalazła ją policja. Choć z zewnątrz bar niczym się nie różni od szopy (otoczony jest ostrokołem), to,, chochlik” tkwi w szczegółach.

       Czego tu nie ma? Flagi z sierpem i młotem, proporce, popiersie wodza rewolucji, dziesiątki znaczków z czerwonymi gwiazdami. Słowem nagromadzenie pamiątek dokumentów o epoce, która wstrząsnęła światem.

    Od progu czerwień aż kłuje w oczy: ściany, sufit wszystko w tej tonacji.

    Sztandary, odznaki pracy socjalistycznej, portrety Marksa i Engelsa. No i oczywiście Lenin – fotografowany, rzeźbiony, powycinany z gazet.

     Brązowa statuetka wodza rewolucji stoi na honorowym miejscu. Na szyi wodza wisi aktualny cennik piwa. Lenin jest nawet w toalecie. Ta również wprost tonie w czerwieni. Jest w niej mapa Związku Radzieckiego. Sedes umocniony jest deskami wygląda niczym tron.

      Po lewej stronie na przeciwko wejścia stoi stary samowar, któremu urody dodają mu żołnierskie buty. Nad nim proporzec, na którym złotymi literami wyhaftowano przykazania dla ludu pracującego: ,,Praca to dobro ponad wszystko. Pracuję dla swej ojczyzny, bo to dzięki niej jestem na świecie. Praca- to jestem winny mojej matce- Ojczyźnie”- czytamy między innymi. Jednak gościom Leniny nie straszne. Jak gdyby nigdy nic zamawiają kolejne piwo i coś na ząb. A wybór w karcie ogromny. Można skosztować kiełbasy zasmażanej z jabłkami, świeżutkiej szyneczki ze śliwką, kiełbasy po petersbursku, grochówki ochrzczonej spirytusem. To wszystko donoszą kelnerki w mundurach bolszewików, czekistów. Razem z daniem otrzymuje się legitymację partyjną.

    Wszystko tutaj jest wyjątkowe. Każda serwetka, popielniczka ma swoją historię, którą Wojtek może opowiedzieć.

    Nie ma plastikowych kubków, kolagenowych świateł i srebrnej kuli. Sprzęty są stare i zużyte. Klienci biesiadują na starym wozie, mogą skubać szczypior do boczku i karkówki. W donicach zamiast kwiatów rośnie cebula, a za podstawki pod donice służą podgrzewacze made in ZSRR. Turyści robią sobie zdjęcia ze Stalinem, Marksem i oczywiście szefem klubu. Odważni mogą przebrać się w mundury Armii Czerwonej lub założyć płaszcz enkawudzisty.

    Szef zapytany:,,Nie szkoda panu tego, przecież te rzeczy się niszczą. A niektóre mogłyby stać w muzeum?

- To nie eksponaty. U mnie wszystko można dotykać i wszystko działa- odpowiada Wojtek Rynarzewski włączając stary adapter. Stara płyta skrzypi niemiłosiernie…

   Na stołach w klubie leżą pasiaste, tkane z gałganów obrusy, na podłodze beczki i kołowrotki, na ścianach czerwone gwiazdy. Turystom, którzy tutaj zaglądają bardzo się podoba wystrój lokalu. Wojciech zwykle występuje zwykle w kolorowej rubaszce albo mundurze. Z poważą miną wręcza każdemu z gości wizytówkę. Czyli… fałszywy rubel z pieczątką baru.

    Jest też,, łagier”, który znajduje się na świeżym powietrzu. Jak podkreśla właściciel trafiają tam sami uprzywilejowani. Na przystrzyżonych trawnikach zastygli w bezruchu czerwonoarmiści. Dwóch okupuje bronę, na piersiach mają przewieszone piły. Mundury skropione krwią, obwiązane drutem kolczastym. Inny patrol zasiadł na wozie. Złożył na nim swój cały dobytek. Nawet ramę od telewizora. Za nimi na płocie napis „Ostatni przystanek- Władywostok”. Obok Lenin śpiewający pieśni, dyrygujący narodem. Ze starego adaptera grzmią katiusze. Obok leży sterta płyt: „To na wypadek, gdyby więźniom zachciało się np. wysłuchać wojskowych marszy”- wyjaśnia Wojtek. Na tym nie koniec atrakcji ,,osadzeni” mogą też do kotleta poczytać listy miłosne pary Włodzimierz Iljicz

- Nadieżda Krupska albo kultową księgę ZSRR „Kraj obfitości”. W tej ostatniej można wyczytać jak ogromne szkody w Związku Radzieckim- kraju mlekiem i miodem płynącym- poczyniła ,,amerykańska zaraza”. Nic, zatem dziwnego, że upada przemysł i rolnictwo w kraju, w którym działa pomoc amerykańska- czyta,, czerwonogwardzista”, a goście wśród sierpów i młotów i schodzonych walonek chłoną każde jej słowo. Kiedy kończy odczyt ,,łagier” wręcz trzęsie się od braw. Starszy mężczyzna po angielsku pyta właściciela o księgę pamiątkową. Po chwili coś pisze na dużych, tekturowych kartkach.

    Księga pamiątkowa,,U Wołodzi” to sterty kart w kwaterze szefa. Każda z nich po brzegi wypełniona zapiskami, zdjęciami, wizytówkami. ,,Wojtku! Jak fajnie jest mieć marzenia i móc je realizować”- napisała ekipa filmowa ,,Ogniem i mieczem,,. „Tu była piwo piła i łagier przeżyła” - napisała dyrekcja PKP z Warszawy. ,,Jest nam dobrze w Hajnówce. Proponujemy, żebyśmy eksportowali tę rewolucję do Stanów – od razu. My jesteśmy proletariuszami i jak każdy chcemy połączyć się z innymi z każdego kraju”- napisali turyści z Minneapolis. ,,Sierp i młot, głowa Lenina, schodzone walonki i dobre piwo. Czegoż można chcieć więcej?” - ocenił Andrzej Wajda. Tony Halik narysował łaciatą krowę i stonkę ziemniaczaną i podpisał: ,,Tu byłem - Tony Halik. Jeszcze nie spotkałem tak wspaniałej placówki muzealno - gastronomicznej. „Dzięki za napad”- wpisał się tajemniczo były premier Włodzimierz Cimoszewicz.

Kolejny wpis, tyle, że anonimowy: „Takich miejsc powinno być więcej. To żywa lekcja historii”. Te słowa kilka lat temu skrobnął jeden z ojców „Solidarności”.

    O przybytek ten zahaczają wszyscy, którzy są gdzieś w okolicy. Była tu Maryla Rodowici, Izabela Skorupko, poseł KPN Krzysztof Król, a nawet dyrektorka paryskiego Luwru.

    Wojciech bez przerwy upiększa swój bar. Co rusz przybywa kolejny Lenin. Zamierza przy więzieniu stworzyć kwaterę dla wartowników. Do tych celów pomalował wieżyczkę w płomienie, które w nocy za sprawą halogenów sprawiają wrażenie prawdziwych. Nad nimi zawiśnie CKM. Kiedy ostatni bastion komunizmu będzie już gotowy, to przerzucę się na… sieć kołchozów- oświadcza z tajemniczym błyskiem w oku Wojtek.

    „Wołodzia” zaskakuje nawet stałych bywalców. Wystrój baru zmienia się z dnia na dzień, a główny dekorator- Wojciech wciąż kipi pomysłami. Główną atrakcją lokalu stały się improwizowane napady na turystów.

IV – Działalność na rzecz środowiska

    Wojciech często pilotował wycieczki do Puszczy Białowieskiej, więc postarał się o to, żeby nie wiało nudą. Wymyślił… napady. Jego aktorami są zazwyczaj znajomi z bazaru. Przebierają się za białoruskich żołnierzy i zatrzymują pociąg lub autokar. Rzucają się na pomysłodawcę, krzycząc, że wycieczka przekroczyła granicę. Popychają, zakuwają w kajdanki…

    Kolejka leśna, na którą napada Wojciech Rynarzewski z „bandą”, jako samodzielna jednostka istniała od początku lat 90, a od roku 1999 została przejęta przez Nadleśnictwo Hajnówka.

- „Jeździmy na odcinku jedenastokilometrowym do Topiła i dodatkowo otworzyliśmy dwa nowe odcinki”- mówi Marek Mackiewicz, specjalista od spraw ekologii w nadleśnictwie. – Sześciokilometrowy do Postołowa oraz czterokilometrowy do rezerwatu Lipiny. Od 17 czerwca 2001r. hajnowska wąskotorówka obsługuje nie tylko grupy zorganizowane, ale także indywidualnych turystów. Wyjazd w każdą niedzielę o 10 rano. Dorosły zapłaci 30zł, a dziecko do 18 roku życia- o połowę mniej. Musi jednak zebrać się odpowiednia liczba osób. Minimum na najkrótszej trasie- 15 osób, a na trasie Hajnówka- Postołowo - 25 osób, do Topiła- 40 osób.

    Wagoniki ciągną dwie lokomotywki spalinowe z początku lat 70. Jest też parowóz, ale ma mało chętnych, ze względu na znaczny koszt. „Aby przygotować się do ruchu, należy pięć godzin rozpalać, a potem trzy- cztery godziny gasić”- mówi Marek Mackiewicz- „To nie jest tak, że się wsiada i od razu się jedzie.”

    Pierwszy napad na kolejkę odbył się z okazji wizyty w Hajnówce biskupa. Ksiądz jednej z parafii zaproponował, aby było coś innego. No i były petardy, „zbóje” wtargnęli do pociągu. Biskup stanął jak wryty. Kiedyś się zdarzyło, że chciano zrobić Wojtkowi kolegium.

    W styczniu 2001r. przyjechała do Hajnówki ekipa Telewizji Białystok z  pomysłem nakręcenia programu. Zanim doszło do filmowego napadu na kolejkę wąskotorową na małej leśnej stacyjce przy ulicy Celnej, pojawili się tam aktorzy- amatorzy. Przyjechały panie z Miejskiej Biblioteki Publicznej, pracownicy Urzędu Miasta. Łącznie kilkanaście osób. - „Odbędzie się sfingowany napad na pociąg”- wyjaśnił Andrzej Petelski z TV Białystok. „Proszę, aby państwo udawali, że naprawdę jesteście przestraszeni i wykonywali polecenia załogi Wojtka Rynarzewskiego.” Pasażerowie próbowali się bronić, tłumacząc, że to wycieczka, że żadnej granicy tu nie ma. Jednak na nic nie zdały się tłumaczenia. „Wojskowi” byli nieustępliwi. Grozili „tiurmą”.

Kobieta w mundurze zdecydowanie zabraniała filmowania. Potem „uzbrojeni przebierańcy” kazali wszystkim natychmiast wysiąść. Przy wagoniku przeszukali podróżnych. Poczym poczęstowali słoniną i „wodą ognistą”. Akordeonista grał skoczną melodię.

    Scenka się udała. Aktorzy zagrali swoje kwestie. Jako honoraria otrzymali banknoty opieczętowane „Bar u Wołodzi”. Relację z napadu nadano na kanale telewizji regionalnej w czasie turnieju miast Hajnówka – Sulęcin.

    Każdy napad jest inny, bo zależy od ludzi, którzy w nim uczestniczą. Wojtek razem ze swoją ekipą, robi napady na zlecenie, oczywiście nie tylko w Puszczy Białowieskiej.

Zakończenie

    Bar „U Wołodzi” jest chyba najpopularniejszym lokalem na wschód od Warszawy. Opisywany był w kilku zagranicznych gazetach. Wszystko za sprawą jego właściciela, który zgromadził tam pokaźną kolekcję pamiątek po czasach komunizmu.

    Myślę, że jedyne tego typu miejsce zasługuje na opisanie, a każdy po przeczytaniu tej pracy, chętnie tu przyjedzie, aby przy kufelku „małego jasnego” przypomnieć sobie zupełnie inną epokę.

Bibliografia

  1. Kurier Poranny „Dogawor Hajnowski” - Maj 2002

  2. Sukces „Napad na wąskotorówkę” – Lipiec 2002

  3. Tygodnik Angora – Lipiec 2000, Listopad 1999

  4. Kurier Lato – Lipiec 2001

  5. Kurier Poranny „Nie taki Lenin straszny” – Wrzesień 2000

  6. Gazeta Tygodniowa – Grudzień 1992

  7. Super Express – Luty 1994

  8. Gazeta Współczesna – Luty 1995

Marzena Kryszpiniuk


Wersja normalna