Działy: AktualnościGmina HajnówkaWydarzenia kulturalneCerkiewSport i rekreacjaLudzieBranżowy spis firmInformacja turystycznaGiełdaOgłoszeniaChatHumorInformacja osiedlowaSzkołyKursy walutRepertuar kinaRozkład jazdy PKP/PKSPogoda Inne: Internetowy lekarz radziWłasne domenySoft-ASKup komputer!A może na raty?Zrób sobie remontWspółpracaArchiwum aktualnościHajnówka w obiektywieHAJNOWSKA IZBA GOSPODARCZA SPRZEDAM GARAŻINTERNETOWY LEKARZ OSTRZEGA

Edward Poniecki - tenisowy talent z Kolonii Robotniczej.

Wersja_do_drukuZapisz_stronę

       Pan Edward  Poniecki 8 lipca skończy 65 lat. Mówi z dumą, że jest najstarszym czynnym sportowcem w Hajnówce. Kiedy przed 2 laty poprosiłem go o informacje o hajnowskim tenisie, już następnego dnia były gotowe. Po czasie stwierdziłem, że dużo pisał o innych a mało o sobie. Dlatego jeszcze raz umówiłem się z nim na rozmowę.


Na zdjęciu od lewej: Zenon Czapla,  Edward Poniecki i Janusz Ludwiczak podczas turnieju tenisa ziemnego w 2000 r. na kortach OSiR.

RP: Jakie były początki Pana kariery sportowej?

EP: Sportową przygodę zaczynałem  razem ze starszym o rok  bratem Andrzejem w 1946 r. Niedaleko mego domu, u zbiegu ul. Orzeszkowej i Pilsudskiego, przeniesiony z Tartaku w 1940 r. budynek  objęli we władanie harcerze. W Harcówce  postawiono stół pingpongowy wykonany z suchych desek podłogowych, na nim przez dwa lata poznawałem tajniki pingponga. Całym szefem był znany hajnowski bramkarz Jurek Gołąb, szwagier Aleksego Zina, a oprócz niego grali jeszcze: nieżyjący już Edek Olszak, Witek Dudarenko-mający przezwisko ,,Cebula", Wiesiek Zambrzycki, Władek Krutel, Jurek Orzechowski, Rysiek Borkowski. Najczęściej grałem z moim bratem Andrzejem, który po kilku latach, już jako student Akademii Medycznej był jednym z najlepszych tenisistów w województwie (wicemistrz województwa). Rakietki mieliśmy własnej roboty, oklejało się je papierem ściernym. Największy problem był z piłeczkami. Dzięki późniejszym znajomościom z Aleksym Zinem, wszystkie pęknięte piłeczki z Leśnika otrzymywałem  do sklejania. Nie było problemu z otrzymaniem z Chemicznej acetonu, od kinooperatora Kupieckiego (również pingpongisty) można było dostać urwane klisze filmowe. Po zdarciu emulsji z film , naklejało się na pęknięte piłeczki  łaty z kliszy za pomocą acetonu. Jedną piłeczkę sklejało się do 10 razy.  Z takimi to problemami borykaliśmy się około pięciu lat. Później, gdy piłeczki pojawiły się w sprzedaży, były za drogie na uczniowskie kieszenie.

       Harcówkę po dwóch latach przeniesiono w inne miejsce, w budynku  zamieszkali  rodziny byłych  sportowców- przedwojennego boksera Jana Mikłaszewicza  i piłkarza  Wiktora Nielepko.

Na zdjęciu od lewej stoją: Tadeusz Berger, Andrezj Poniecki, Aleksy Zin
siedzą: Ryszard Bieńko, Zdzisław Zalejski, Edward Poniecki

RP: Gdzie jeszcze uprawiano w Hajnówce tenis stołowy?

EP:  Najważniejszym miejscem w Hajnówce, gdzie uprawiano pingpong, była sala na piętrze w Domu Kultury ,,Leśnik". W pewnym okresie stały tam dwa stoły pingpongowe. Żeby tam się dostać, trzeba było już umieć grać i czymś się wykazać. Mnie  udało się  to w drugim roku treningów, gdy miałem niewiele ponad  10 lat. Najważniejszą osobą, animatorem gry, menadżerem i trenerem tenisa stołowego w jednej osobie   był tu Aleksy Zin. Mieszkał bardzo blisko, po drugiej stronie ulicy. W ,,Leśniku" stale grali bracia Jarzęccy-Tadeusz i Piotr, Tadek Berger i Wacek Łukjaniuk. Razem z nimi trenował również dyrektor szpitala Adam Dowgird, który był mocno zaangażowany  przy organizacji sportu w Hajnówce  Kiedy w 1947 r. powstał zespół biorący udział w rozgrywkach wojewódzkich, pierwszą rakietę stanowił Aleksy Zin, drugą Tadek Berger a niewiele od niego słabszym był Wacek Łukjaniuk. We wrześniu 1949 r. do zespołu dołączył młody nauczyciel matematyki Stefan Górski, były zawodnik Ogniwa, wicemistrz województwa w singlu. Był on zdecydowanie najlepszym w zespole, drugim był Aleksy Zin. Trzeciego zawodnika dobierało się do przeciwnika. W tym czasie mecz składał się z 10 pojedynków. Po trzech zawodników grało każdy z każdym oraz rozgrywano jeden debel. W 1950 r. Unia Hajnówka dzięki znakomitej grze Górskiego i dobrej postawie Zina, zdobyła drużynowe mistrzostwo województwa, a w następnych latach również była na medalowych   miejscach. Natomiast indywidualnie Stefan Górski  przegrywał w finałach z Frankiem Maśliński, swoim odwiecznym rywalem. Ogółem zdobył 4 tytuły wicemistrza województwa.

       Tenis stołowy uprawiano również w świetlicy Kolejek Leśnych, w świetlicy dawnej Szkoły Podstawowej nr 2, w internacie Szkoły Zawodowej- w sali widowiskowej, w której mieści się obecnie  stołówka oraz w świetlicy przy Liceum Ogólnokształcącym przy ul. Warszawskiej, w której trenowali zawodnicy Kolejarza

      W pierwszej połowie lat pięćdziesiątych w Hajnówce istniały trzy, w pełni zorganizowane i uczestniczące w rozgrywkach kluby z sekcjami tenisa stołowego. Oprócz wspomnianej Unii  prężnym ośrodkiem był Kolejarz, a trzon drużyny stanowili Kazimierz Pilski, Jerzy Stefaniuk, Jerzy Orzechowski i Aleksander Badowicz. W świetlicy Kolejek Leśnych była sekcja pingpongowa LZS z takimi zawodnikami jak Witold Dudarenko, Ryszard Borkowski, Mikołaj Sokołowski i inni. W 1957 r. w wyniku połączenia się klubów powstał HKS  ,,Puszcza", posiadający sekcję tenisa stołowego. Starsi zawodnicy zakończyli kariery sportowe, do głosu doszła młodzież-Lewczuk, Borowski.

RP: Jakie było podejście ludzi do sportu w okresie powojennym?

EP: Młodzież jak i dorośli sami garnęli  się do sportu. Nikt nie patrzał na kasę. Do uprawiania sportu wykorzystywano każde miejsce. Boisko w lesie było oblężone przez drużyny piłkarskie, których na początku lat pięćdziesiątych było chyba cztery-Kolejarz, LZS, WKS, Unia. Przy każdej szkole było boisko do siatkówki (nikt wtedy jeszcze nie myślał o rozgrywaniu meczy w sali). Adam Dowgird wybudował boisko przy szpitalu obok oddziału dziecięcego. Trzon drużyny stanowili: A. Dowgird, T. Berger, W. Nielepko, bracia Pilscy. Rozgrywano tam często mecze  z zespołami  spoza Hajnówki. W tym czasie najlepszą drużynę posiadali Kolejarze z Czeremchy, w  której świetnie grali bracia Żałoba. Na boisku w lesie organizowano często zawody lekkoatletyczne. Obejmowały one oprócz znanych do dziś konkurencji,jak biegi, skoki, rzuty również takie konkurencje, które już zanikły- np. rzut granatem, sztafeta olimpijska  (800 + 400 + 200 + 100).

RP: Kiedy zaczęła się Pana przygoda z tenisem ziemnym?

EP: W tenisa ziemnego zacząłem grać w 1951 r., a namówił mnie do tego Tadeusz Berger. Pracował on  wtedy w PSS-ie i był zastępcą głównego księgowego. Razem z nauczycielem w-f  Stanisławem  Niewiadomskim zainicjowali   budowę kortu przy Zespole Szkół Zawodowych. Bardzo duży wkład przy budowie kortu wnieśli uczniowie szkoły.

        Tadeusz Berger uprawiał  tenis już przed wojną na kortach zakładów Terebenthen u braci Porowskich. Opowiadał mi kiedyś, że przed wojną do Hajnówki na kilka dni na zaproszenie braci Porowskich przyjechał słynny Ignacy Tłoczyński, by uczyć miejscowych tenisistów tajników "królewskiej gry".

         W tenisie ziemnym zacząłem robić szybkie postępy. Problemów ze sprzętem nie miałem żadnych, gdyż posiadałem trzy rakiety otrzymane od stryjka z Łodzi. Były to drewniane rakiety przedwojenne marki ,,Sokół". Miały one naciągi z jelit baranich i wymagały stałej konserwacji. Po każdej grze trzeba było oczyścić struny z piasku i  pędzelkiem naoliwić. Nie można było rakietami  grać podczas deszczu, gdyż pękały wtedy delikatne struny. Piłki mieliśmy dzięki T. Bergerowi, który otrzymywał je od rodziców przebywających we Francji. Tadek co parę lat jeździł w odwiedziny na zachód, co wzbudzało zazdrość wśród jego kolegów. Sukcesy przyszły bardzo szybko, w wieku 16 lat zostałem najmłodszym mistrzem województwa. Odebrałem mistrzostwo Panu Tadeuszowi. Wygrywałem przez trzy lata z rzędu. Do moich największych sukcesów należy zaliczyć mistrzostwo tzw. Ściany wschodniej oraz awans w 1957 r. do ćwierćfinału  Mistrzostw Polski Zrzeszenia ,,Spójnia". Przegrałem z Detlafem ze ,,Spójni" Gdańsk, klasyfikowanym w 20 najlepszych tenisitów w Polsce.

RP: Na starych zdjęciach drużyny tenisowej widać również panie.

EP: Oczywiście mieliśmy w drużynie również kobiety - najlepsze z nich to Małgorzata Bachowska, córka dyrektora ZSZ i Halszka Niewiadomska, żona wspominanego już przeze mnie  w-fisty Stanisława Niewiadomskiego, który również grał w tenisa.Obie panie w latach pięćdziesiątych dominowały w mistrzostwach województwa, wygrywając je na przemian w zależności od dyspozycji. Dobrze również grała dentystka Danuta Laskowska.

RP: Czym się Pan zajmował poza sportem?

EP: Oczywiście uczylem się, jak każdy młody człowiek. Najpierw  w Szkole Podstawowej nr 1 (obecnie nr 5)  u Aleksandra  Kozickiego. Następnie poszedłem do Liceum Ogólnokształcącego. Nauka w nim odbywała się w dwóch budynkach. Jeden budynek, drewniany, po byłej plebanii, stał dokładnie w tym miejscu, gdzie obecnie znajduje się Szkoła Podstawowa nr 1. Drugi budynek, murowany, mieścił się naprzeciwko stacji, był to tzw.  Dom Basa. Przed wojną mieszkał tam kupiec żydowski. Na górze mial pomieszczenia mieszkalne a na dole znajdował się sklep. Wychowawczynią była moja matka. która uczyła matematyki.  W ciągu 4-letniej edukacji w liceum zmieniło się 3 dyrektorów-Mieczysław Ziarko, później B. Ślesiński, a trzeci  Zbigniew Mazurkiewicz. Swego nauczyciela od w-f wcale  nie pamiętam. Najczęściej dawał nam sprzęt lekkoatletyczny lub piłki do siatkówki, koszykówki, więc robiliśmy to, co nam się podobało. Zajęcia mieliśmy w zagospodarowanym parku kolejowym przy dworcu. Były tam wyżużlowane alejki, po których można było biegać, boiska do siatkówki, koszykówki i piłki nożnej. Zazdrościliśmy jednak uczniom z zawodówki, w której byli nauczyciele w-f z prawdziwego zdarzenia- m. in. Stanisław Niewiadomski. Po ukończeniu  liceum, Aleksy Zin namówił mnie do dalszej nauki, w celu zdobycia zawodu. Ukończyłem  zaocznie  Technikum Przemysłu Leśnego w Zwierzyńcu.  Dwa  razy zdawałem z kolegami z Hajnówki na SGGW. W końcu się dostałem, ale ten kierunek mi nie odpowiadał.  Miałem możliwości dostania się, tak jak brat na studia medyczne. Bardzo się jednak bałem tak prozaicznej rzeczy, jak  ukłucia w palec. To samo z krwią-nigdy w życiu nie zabiłem np. kury. Wizyta u lekarza była dla mnie tragedią, szczególnie wtedy, gdy robiono mi zastrzyk. W tym okresie  sportowcy  mieli ułatwienia przy zdawaniu na studia. Kto wie, czy gdybym się zdecydował i przezwyciężył  swoich słabości, może zostałbym lekarzem?

RP: Co się stało ze świetnie zapowiadającym się tenisistą po 1957 r?

EP: Ponieważ byłem zdrowym mężczyzną, nie studiującym, jesienia  1957 r. poszedłem do wojska, do Technicznej Szkoły Wojsk Lotniczych w Zamościu. Później trafiłem do JW w Malborku. Znajdował się  tam silny klub wojskowo-cywilny ,,Jurand" Malbork, posiadający dobrą sekcję tenisa stołowego, występującą w rozgrywkach III ligi. Byłem w nim trzecią rakietą. Kilkakrotnie grałem przeciwko Janowi Grubbie, ojcu słynnego Andrzeja. Zmierzyłem się również z mistrzynią Polski Madzią Skóratowicz, która otrzymała pozwolenie PZTS na występy z mężczyznami. W międzyczasie wyszła za mąż za Kucharskiego. Podczas jednego z meczów moja przeciwniczka zasłabła, okazało się, że jest w ciąży - urodziła wkrótce syna Leszka, przyszłego medalistę MŚ i ME. Cztery razy z tą panią przegrałem a dwa razy wygrałem.

       Kiedy wróciłem do Hajnówki, nie było już  kortu przy ZSZ. Wybudowano wprawdzie kort przy ,,Górniku" lecz  z powodu błędów technicznych nie nadawał się on do  poważnej gry. Brakowało mi wtedy motywacji do gry. Ożeniłem się i musiałem zająć się rodziną. Pracowałem cały czas w dziale zaopatrzenia w Hajnowskim Przedsiębiorstwie Przemysłu Drzewnego, gdzie moim dyrektorem był Aleksy Zin. Przez kilkanaście lat byłem kierownikiem tego działu. Ponadto byłem korespondentem terenowym ,,Gazety Białostockiej", do której miałem możliwość pisania również o sporcie.

RP: Czy obecnie ma Pan kontakt ze sportem?

EP: Nie zapominałem o uprawianiu sportu, korzystałem z każdej okazji, by zagrać w przy stole pingpongowym lub na korcie. Kiedy na stadionie OSiR-u w 1991 r. wybudowano korty tenisowe i zorganizowano turnieje tenisowe, starałem się wziąć udział w każdym z nich. W grudniu 1996 r. zainicjowałem memoriał im. Bogdana Lewczuka w tenisie stołowym. Również dzięki moim staraniom w sali gimnastycznej Szkoły Podstawowej nr 5 można dziś grać w tenisa stołowego. Dyrektor szkoły Andrzej Downarowicz nie stwarzał problemów z wypożyczeniem sali za opłatą.  Dwa razy w tygodniu  w poniedziałek i czwartek przychodzą pograć nie tylko dawni   mistrzowie ale również młodzież. Jednocześnie można ustawić na sali  6 stołów. Gramy tam bardzo poważnie-o czym świadczy poniższy  przykład. Zimą przyjechał  do nas z Czeremchy na trening Eugeniusz Tomaszuk ze swoim synem Kamilem, uczniem III klasy szkoły podstawowej, utalentowanym tenisistą. Ojciec jeździ z nim na wszystkie turnieje. W tym roku przenosi  się  do Siedlec, gdzie jest klub I-ligowy, by zapewnić mu sportowy rozwój. Gdy chłopak pokonał niezłych pingpongistów Andrzeja i Janusza Ludwiczaków, również i mnie  Gienek  namówił do gry. Pierwszy set przegrałem, gdyż przeciwnik chociaż mały, to był dobry przy wymianie długich piłek. Grał on mocno liftowaną piłkę i atakował, gdy była na wysokości stołu. Na sąsiednich stołach przerwali wszyscy mecze i przyszli obejrzeć, jak obrywam od malca. Żeby  uniknąć kompromitacji zacząłem grać króciutką piłkę, której nie mógł sięgnąć ze względu na mały wzrost. Wygrałem drugi i trzeci set, chłopak z żalu się rozpłakał. Czasami chodzę też do Zespołu Szkół Zawodowych, gdzie od 30 lat ale dla zabawy grają  Jerzy Jarocki i  Mikołaj Nikołajuk. U nich nie liczy się wynik, najważniejsza jest satysfakcja z uprawiania sportu. Natomiast dla mnie ważny jest wynik. W rozgrywanych co roku turniejach tenisa stołowego i ziemnego plasuję się w czołówce w swojej kategorii wiekowej i sprawia mi to dużą satysfakcję.

RP: Jaką rolę w hajnowskim sporcie odegrał Bogdan Lewczuk?

EP: Bogdan byl niezwykle utalentowanym zawodnikiem. Jako nastolatek należał do tzw. trudnej młodzieży. Żeby wyciągnąć  ze ,,złego środowiska" namówiłem go do gry w tenisa stołowego. Było to w 1957 r. Po dwóch miesiącach treningu chłopak poczynił niebywałe postępy. Okazało się, że ma niezwykły talent do tenisa.  Gdyby trafił do odpowiedniego klubu, mialby szanse znaleźć się nawet w reprezentacji Polski. Jako junior był najlepszym w województwie, w grupie seniorów dwa razy zdobył tytuł mistrza województwa. Toczył zacięte boje ze znanymi białostockimi tenisistami: Józefem Sienkiewiczem, Jerzym Nawarą, Jerzym Żywolewskim, Zygmuntem Kaczyńskim, Mirosławem Smółką. W barwach Puszczy razem z braćmi Raszkiewiczami występowali z sukcesami w III lidze tenisa stołowego. Był też mistrzem Polski Pracowników Leśnictwa i Tartacznictwa. Po zakończeniu kariery sportowej trenował przez pewien czas młodych pingpongistów Puszczy do czasu rozwiązania sekcji. Największym jego odkryciem był Jarosław Leszczyński, występujący przez kilka lat w rozgrywkach II ligi w barwach Kłosu Solniczki, Juvenii Białystok, ABC Bagbud Giżycko. Wydaje mi się, że Bogdan nie traktował sportu priorytetowo. Żeby osiągnąć w czymś sukces, trzeba temu się całkowicie poświęcić, mieć odpowiednie zaplecze i prowadzić sportowy tryb życia.  A takim właśnie zawodnikiem jest Jarek Leszczyński. Po zakończeniu występów w II lidze w 1995 r.  próbował reaktywować sekcję tenisa stołowego w Hajnówce. Przez dwa sezony razem z Dariuszem Żornaczukiem i Eugeniuszem Tomaszukiem występowali w rozgrywkach amatorskiej II ligi białostockiej pokrywając wszelkie koszty ze swoich kieszeni. W 1999 r. został mistrzem województwa oldbojów a w dwóch następnych latach zajął drugie miejsca. W ubiegłym roku reprezentował województwo podlaskie w centralnych rozgrywkach odbojów i uplasował się na 3 miejscu

RP: Dziękuję za interesującą rozmowę i życzę, by jak najdłużej mógł Pan grać w tenisa.

EP: Ja również dziękuję.

Ryszard Pater

 


Wersja_do_drukuZapisz_stronę